Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Po 5. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Po 5. Pokaż wszystkie posty

środa, 31 lipca 2019

5 faktów o Holandii, które prawdopodobnie wbiją Cię w ziemię :) cz. II

5 faktów o Holandii, które prawdopodobnie wbiją Cię w ziemię :) cz. II



Jako że dawno nie pojawiły się tu żadne treści związane z krajem tulipanów, pomyślałam, że przygotuję kolejną odsłonę 5 faktów o Holandii. Zapraszam zatem na kolejną dawkę ciekawostek i jak zwykle życzę miłej lektury!

1. Zakup alkoholu problematyczny nawet dla osób pełnoletnich
Kiedy dwie bądź więcej osób udają się w Polsce po napój procentowy, dowód osobisty zawsze okazuje ten, kto płaci za zakupy. Jakież było zatem moje zdziwienie, gdy będąc w sklepie z osobą towarzyszącą, która właśnie za owy alkohol płaciła, o dowód osobisty poproszono nie tylko ją, ale także mnie. Nie spodziewając się zupełnie takiego obrotu sprawy, dowód tożsamości zostawiłam w domu, więc w efekcie, mimo że przecież nie próbowałam uiścić żadnej opłaty, musiałam się po niego wrócić. Okazało się, że tego typu sytuacja nie była jednorazowa, ale przy kolejnych dokonywanych w innych sklepach zakupach byłam już na taką ewentualność przygotowana.

2. „A świstak siedzi i zawija”, czyli wielokrotne pakowanie produktów spożywczych w folie
Ten punkt z pewnością nie spodoba się zwolennikom filozofii zero west. Holandia jest bowiem krajem, gdzie wręcz nadużywa się wszelkich form opakowań. Aby dotrzeć do jakiegoś produktu spożywczego (mówię tu szczególnie o słodyczach), trzeba przedrzeć się najpierw przez kilka warstw folii. Niestety, rozwiązanie to nie jest ani wygodne, ani ekologiczne, a gdy jesteśmy naprawdę głodni, potrafi za to efektywnie podnieść nam ciśnienie.

3.  Trudności z kupnem produktów na wagę
Za czasów, kiedy jeszcze w dużej ilości spożywałam produkty zwierzęce i odzwierzęce, bardzo zależało mi na możliwości nabycia kilkudziesięciu deko świeżo skrojonego żółtego sera, czy paru plasterków szynki. W Holandii rzadkością są jednak wydzielone stanowiska, gdzie tego typu żywność można dostać na wagę, więc w większości przypadków jesteśmy zdani na zakup produktów w plastikowych opakowaniach.

4.   Powszechność rozwiązań mobilnych, czyli wszechobecny Whatsapp
Jako że Holandia jest krajem bardzo wysoko rozwiniętym, popularne są tu wszelkiego typu rozwiązania czyniące życie mniej skomplikowanym. W tym punkcie chciałabym się odnieść do jednego z  narzędzi polepszających codzienną komunikację, a mianowicie do aplikacji Whatsapp. Ikonkę tego internetowego komunikatora można znaleźć na wielu urzędowych stronach, przez co załatwienie spraw formalnych jest zdecydowanie mniej czasochłonne i po prostu łatwiejsze. Dodatkowo, komunikator ten cieszy się także dużą popularnością na kursach językowych, gdyż to właśnie za jego pośrednictwem przesyłane są wszelkie informacje i materiały do nauki.

5. Trudny żywot pieszego. A jeszcze trudniejszy pieszego z pustą butelką
W poprzedniej części artykułu, który można przeczytać tutaj, pisałam o zamiłowaniu Holendrów do jednośladów i całej masie ścieżek rowerowych znajdujących się na terenie kraju tulipanów. O ile jednak o nagłe urwanie się drogi dla rowerów nie trzeba się w Holandii martwić, o tyle jeśli udamy się na pieszą wycieczkę możemy mieć niemałe trudności z przemieszczaniem się. Jak dziś pamiętam swoją drogę powrotną z Hagi, kiedy to na próżno rozglądałam się za chodnikiem i nie mogąc swobodnie iść, pozostawał mi wybór między tarasowaniem drogi rowerzystom, a deptaniem trawnika. Zdecydowanie gorzej w Holandii ma jednak pieszy, który właśnie opróżnił butelkę z wodą czy wsunął opakowane w trzy folie ciastka. W ojczyźnie Wilhelma Aleksandra brakuje bowiem nie tylko chodników, ale nawet, a może przede wszystkim - śmietników. I na nic zdadzą się tu ustawione na każdym osiedlu kontenery na śmieci, gdyż żeby je otworzyć, trzeba mieć specjalną kartę, a tę z kolei otrzymują jedynie okoliczni mieszkańcy. Lepiej od pieszego w Holandii ma nawet pies, bo o ile znalezienie śmietnika na odpady jest nie lada wyzwaniem i czasami trzeba iść nawet kilkadziesiąt minut, by móc wyrzucić jakiś papierek, o tyle pojemniki na psie odchody znajdują się w zasadzie na każdym rogu :) P.S. Nie, one niestety nie rozwiązują problemu, bo do dedykowanych psim odchodom pojemników nie wolno wrzucać niczego innego. Ot co!




niedziela, 30 grudnia 2018

5 faktów o Holandii, które prawdopodobnie wbiją Cię w ziemię :)

5 faktów o Holandii, które prawdopodobnie wbiją Cię w ziemię :)




Kraj Wilhelma Aleksandra jest miejscem wyróżniającym się nie tylko piękną architekturą czy charakterystycznym, unoszącym się w powietrzu ziołowym dymkiem, ale też wieloma, czasem naprawdę zaskakującymi faktami, których istnienie może budzić zdziwienie, a w niektórych przypadkach myślę, że nawet lekkie zażenowanie. Zapraszam zatem na moje subiektywne zestawienie tychże ciekawostek i życzę miłej lektury!

1. Niezasłanianie okien

Holendrzy, jak już wspomniałam w swoim debiutanckim blogowym tekście zatytułowanym Amsterdam koloru pomarańczowego, należą do szalenie otwartych osób. Ich zdecydowanie ponad przeciętna gościnność przekłada się również na dość kontrowersyjny zwyczaj, jakim jest niezasłanianie (nota bene, bogato i kolorowo udekorowanych) okien w domach. Według jednych, brak zasłon czy firanek wiąże się z XIX-wieczną protestancką tradycją głoszącą, że przyzwoici i pobożni ludzie nie mają nic do ukrycia. Inni zaś początki owego zwyczaju wiążą z marynarzami, a ściślej zakazem zasłaniania okien, jakie ci, w obawie przed potencjalną zdradą, nakładali na swoje kobiety na czas żeglugi. Chcąc rozwiać wszystkie wątpliwości i poznać genezę tej dość osobliwej tradycji, pewnego dnia o przedstawione wyżej tezy zapytałam znajomego Holendra. Jakież było moje zdziwienie, gdy ten bez ogródek, z uśmiechem na ustach stwierdził, że jego rodacy są po prostu z natury bezwstydni. Ot co!

2. Brak możliwości płacenia kartą w muzeach

Kraj tulipanów to miejsce pełne muzeów. Co jednak zadziwiające, dosłownie za każdym razem (a było tych „razów” naprawdę sporo), kiedy za bilet wstępu chciałam zapłacić kartą, w odpowiedzi od pani obsługującej terminal słyszałam, że właśnie wystąpiła awaria systemu (a podkreślmy – sprawa tyczy się różnych muzeów w różnych miastach, na przestrzeni wielu miesięcy) i w rezultacie jedyną dostępną opcją jest uiszczenie opłaty gotówką. Jeśli komuś z Was udało się zatem zapłacić w jakimś holenderskim miejscu kultury kartą to dajcie proszę znać w komentarzach, bo być może to ja po prostu mam takie szczęście.


3. Składanie życzeń urodzinowych nie tylko solenizantowi

W Polsce za aksjomat uznaje się fakt, iż podczas urodzin składamy życzenia jedynie jubilatowi, gdyż jest to właśnie jego święto. W Holandii natomiast życzenia składa się nie tylko solenizantowi, ale także wszystkim obecnym członkom rodziny, a nawet zgromadzonym gościom. Co więcej, Holendrzy nie rozbudowują swoich życzeń ani w żaden sposób ich nie personalizują, ograniczając się najczęściej do jednego słowa – gefeliciteerd, czyli „wszystkiego najlepszego”, a w dosłownym tłumaczeniu także „gratulacje”. Warto w tym miejscu zaznaczyć również, że obywatele kraju tulipanów, w przeciwieństwie do nas, nie obchodzą imienin.

4. Brak cenzury w telewizji

Z holenderską otwartością na innych ściśle wiąże się też wysoka tolerancja. W kraju Wilhelma Aleksandra zalegalizowane są homoseksualne związki małżeńskie, możliwa jest również adopcja dzieci przez pary jednopłciowe. Nikogo nie powinno więc dziwić, że w holenderskiej telewizji nie ma miejsca na cenzurę. Niezależnie od tego, czy mówimy tu o programie dokumentalnym Ik Vertrek dotyczącym przeprowadzek, gdzie w jednym z odcinków bohaterowie nago przygotowują sobie posiłek, czy też o emitowanym na żywo reality – show, w Holandii człowiekowi pozwala się być po prostu człowiekiem i nie rozmazuje się jego nagiego ciała.

5. Jak holenderski krajobraz to tylko z rowerem

Ostatnią ciekawostką, o której chciałabym wspomnieć w tym poście jest fakt, iż w Holandii podstawowym środkiem transportu jest rower. Kraj Wilhelma Aleksandra liczy sobie ponad 15000 km tras rowerowych, co sprawia, że jednośladem bezpiecznie dotrzemy w dowolnie wybrane miejsce. Trzeba jednak pamiętać, że niestety rowery w Holandii bardzo lubią zmieniać swojego właściciela i wysokiej jakości zabezpieczenia niewiele tu pomogą. 

piątek, 30 listopada 2018

5 pomysłów na prezenty, które nie zrujnują Twojego portfela

5 pomysłów na prezenty, które nie zrujnują Twojego portfela

pomysły na tanie prezenty, świąteczny klimat, niedrogie prezenty świąteczne, tanie prezenty urodzinowe, drobne upominki dla najbliższych




Kiedy w powietrzu zaczyna powoli unosić się otulający zapach świątecznych świec, a my zamieniamy nasz ulubiony kubek na ten z wizerunkiem Mikołaja bądź reniferów, oznacza to, że Boże Narodzenie zbliża się wielkimi krokami i nadszedł już czas, by pomyśleć o prezentach dla najbliższych. Co jednak zrobić, gdy w głowie nie mamy żadnego konkretnego pomysłu na podarunek, a w dodatku nasze finanse są mocno ograniczone? Wówczas z pomocą przychodzi poniższa lista pięciu niskobudżetowych upominków, która mam nadzieję, wybawi Was z tej corocznej prezentowej opresji.


Książka


Wydaje mi się, że książka to forma prezentu, który mimo że jest powszechnie znany, to nie jest równie powszechnie doceniany i stosowany. Słowo pisane nie cieszy się dzisiaj dużym uznaniem, bo nie błyszczy jak diament, nie jest z jedwabiu i nie ma metki z logo Versace. Jednym zdaniem – nie wpasowuje się w dzisiejszą mocno skomercjalizowaną rzeczywistość. Z drugiej jednak strony na pewno każdy z nas pamięta moment, kiedy choć raz w życiu dostał z jakiejś okazji książkę, która totalnie nie wpasowała się w jego gusta – album o skarbach ziemi na Pierwszą Komunię Świętą, Biblia w wydaniu dziecięcym(nota bene leży w szafie nieużywana już ponad dwadzieścia lat, chętnie odsprzedam – stan idealny :p), czy następna z kolei wybrana bez zastanowienia książka kucharska to tylko niektóre spośród doznanych przeze mnie traum prezentowych. By uniknąć uszczęśliwiania kogoś na siłę nie kupujmy mu więc publikacji, które zamiast wzbogacić jego życie o pozytywne doznania i refleksje, wzbogaci je jedynie o prześladujący go jeszcze długo ból egzystencjalny. Jeśli na przykład wiemy, że ktoś z naszych bliskich ma dwie lewe ręce (ja) i z uporem maniaka przez bite dwie godziny usiłuje włożyć nitkę do igły (też ja), by zrobić tę przeklętą PENTELKĘ (ba, oczywiście, że ja!) to na litość boską nie znęcajmy się już nad nim dodatkowo i nie kupujmy mu bogato ilustrowanego albumu o najmodniejszych w tym sezonie ściegach krawieckich. Proszę.
Jako że temat książkowych wpadek mamy już za sobą, przejdźmy teraz do zasadniczego pytania – jaką książkę wybrać? Cóż, jeżeli chociaż trochę znamy gusta osoby, którą zamierzamy obdarować to sprawa nie wydaje się trudna. Gorzej jest jednak, gdy musimy wybrać coś cioci, którą widujemy tylko dwa razy w roku. Co wtedy? Wtedy właśnie z pomocą przychodzą nam osoby odrobinę lepiej znające gusta owej przykładowej cioci i mogące tym samym podpowiedzieć nam, jaka tematyka pojawia się w jej życiu szczególnie często (tylko nie bawmy się w zgaduj zgadulę, bo jest ryzyko, że wypatrzona przez nas książka skończy jak moja Biblia dla dzieci). Jeśli zatem okaże się, że ta nasza nieszczęsna ciocia szczególnie ulubiła sobie jakiegoś muzyka, kupmy jej po prostu jego biografię. Jeśli zaś wyjdzie na jaw, że jest absolutną fanką Audrey Hepburn nabądźmy publikację poświęconą stylowi odtwórczyni roli księżniczki Anny w „Rzymskich wakacjach”. Opcji jest naprawdę sporo.
Przejdźmy zatem teraz do kolejnego zasadniczego pytania – gdzie kupić tanie i dobre książki? Tu z pomocą przychodzi nam z kolei fenomenalna i niezastąpiona księgarnia „Skład tanich książek”, która w czeluściach internetu kryje się pod nazwą „Dedalus” (kiknij). Znajdziemy tam książki o przeróżnej tematyce, zarówno w miękkich jak i twardych okładkach, przecenione nawet o 40 czy 50 złotych. To bez wątpienia moje największe książkowe odkrycie ostatnich lat.


Akcesoria


W erze, kiedy ciągle ścigamy się z czasem, a nasz dzień wypełnia niemal nieustanne sprawdzanie poczty e-mail warto sięgnąć po uniwersalne akcesoria, które przydadzą się każdemu w życiu codziennym. Dobrym pomysłem jest pójście w stronę elektroniki i kupno takich sprzętów jak powerbank, pendrive (porada dla estetów: zamiast pendrive’a o standardowym kształcie warto wybrać ten zrobiony na kształt określonej rzeczy czy zwierzątka, pole do manewru jest naprawdę duże – kształt samolotu, szminki do ust, postaci z bajki, czekolady - to tyko niektóre spośród całej gamy przeróżnych form zbieraczy danych), przenośny czytnik płyt CD czy pilnujący naszego dobytku lokalizator. Tego typu rozwiązania są nie tylko miłym i tanim akcentem świątecznym, ale przede wszystkim naprawdę użytecznym sprzętem w codziennej bieganinie.



Własnoręcznie tworzone zestawy prezentowe


Kiedy znajdziemy się na nizinach kreatywności naszym wybawieniem mogą okazać się spersonalizowane, tworzone z przymrużeniem oka zestawy prezentowe składające się z kilku niewielkich elementów. Oto przykład pięciu z nich, modyfikacja w pełni dozwolona! :)

Zestaw dla śpiocha:
  • opaska na oczy, 
  • zatyczki do uszu, 
  • kadzidełka.

Zestaw dla zmarzlucha:
  • rozgrzewająca herbata,
  • grube skarpetki (koniecznie świąteczne),
  • kapcie (koniecznie świąteczne).

Zestaw dla głodomora:
  • kubek (koniecznie świąteczny), który wypełnimy słodyczami (batoniki, cukierki, praliny etc.), 
  • ptasie mleczko (koniecznie świąteczne, a jak!).

Zestaw dla nerwusa:
  • świeca zapachowa, 
  • mydełko/żel do kąpieli, 
  • bomba do kąpieli/balsam do ciała.

Zestaw dla zapominalskiego Pana Hilarego:
  • kalendarz na nowy rok w formie małego notesu, 
  • lokalizator kluczy, 
  • długopis (z głową Mikołaja).


Bon prezentowy/voucher/bilet


Ciekawym, a jednocześnie dość uniwersalnym rozwiązaniem jest sięgnięcie po bon do zrealizowania w wybranym sklepie. Mamy pod tym kątem naprawdę szerokie spektrum możliwości – Empik, Matras, Leroy Merlin, Rossman, Hebe i całe mnóstwo sklepów odzieżowych. Wystarczy iść do konkretnego sklepu i wykupić kartę podarunkową, a odwieczny problem „co by tu kupić?” rozwiąże się sam. Osobom, które nie przepadają za kolekcjonowaniem rzeczy warto z kolei sprezentować voucher na masaż, bilet do kina, teatru, opery czy choćby na mecz piłkarski. Tego typu rozwiązanie sprawdzi się przede wszystkim w stosunku do tych, których rzadko widujemy, a bardzo chcielibyśmy to zmienić. Kupmy sobie zatem drugi bilet na ten sam seans, spektakl czy rozgrywki i przy świątecznym stole oznajmijmy, że pójdziemy tam razem. Jeszcze tańszą, a zdecydowanie bardziej spersonalizowaną alternatywą jest wypisanie na ozdobnym papierze zaproszenia na wspólną kawę czy ciacho. Opcja jest niedroga, a stanowi świetny pretekst, by spotkać się ponownie po świętach i zacieśnić relacje rodzinne.


Najpiękniejszy, najtańszy, a zarazem najważniejszy prezent


Obecność. Podarujmy sobie po prostu siebie, swoją bliskość, uśmiech i rozmowę. Cieszmy się, że to kolejne święta, które możemy spędzić wszyscy razem.
A tym zdziwionym brakiem Mikołaja na otarcie łez można sprezentować ewentualnie własnoręcznie wypiekane i dekorowane pierniczki :). Niech mają, a co!




Copyright © 2016 Osiemnasta Osiemnaście , Blogger